Czwarta kolejka Futsal Ekstraklasy już za nami! W miniony weekend kibice mieli okazję zobaczyć siedem wyrównanych i bardzo emocjonujących meczów. Nie obyło się również bez niespodzianek. Dodatkowo piłkarze utrzymali poziom strzelecki z 3. kolejki i tym razem na halach ekstraklasowych drużyn padło 46 bramek, czyli zaledwie o jedną mniej niż przed tygodniem. Na wszystkich meczach jak zwykle obecni byli Skauci STATSCORE, którzy zbierali dla Was dane statystyczne.

AZS UŚ Katowice – Rekord Bielsko-Biała 5-3

Absolutny hit czwartej kolejki nie zawiódł kibiców. W Katowicach mierzył się ze sobą aktualny lider ligowej tabeli z ubiegłorocznym triumfatorem całych rozgrywek.

Mecz rozpoczął się od szybko strzelonej bramki przez gospodarzy, autorstwa Kamila Musiała. Podrażnieni zawodnicy Rekordu od razu wzięli się do odrabiania strat i rozpoczęli oblężenie bramki Krzywickiego. Gospodarze postawili na kontrataki i właśnie jeden z nich, ku szalonej radości obecnych na hali fanów, wykończył Jacek Hewlik. Do przerwy pachniało więc niespodzianką, biorąc pod uwagę statystyki pierwszej połowy: dwa razy więcej ataków i duża przewaga w strzałach na korzyść przyjezdnych (15-29).

Druga odsłona to wymiana cios za cios – bramki Szczurka dla Akademików oraz Kubika dla Bielszczan. Gdy po golu z przedłużonego rzutu karnego Katowiczanie sensacyjnie prowadzili już 4:1, Andrzej Szłapa postanowił wprowadzić lotnego bramkarza. Tym ryzykowanym manewrem Rekordowi udało się doprowadzić do stanu 4:3, lecz w samej końcówce ostateczny cios zadał ponownie Musiał, golem na pustą bramkę.

Mimo miażdżącej przewagi Rekordu w każdym aspekcie gry a zwłaszcza w strzałach (28-72 !!!) oraz atakach (63-140) to gospodarze mogli cieszyć się z wygranej – olbrzymia niespodzianka!

Gwiazda Ruda Śląska – Constract Lubawa 1-6

Wyrównaną pierwszą część gry zobaczyli kibice w Rudzie Śląskiej, gdzie miejscowa Gwiazda podejmowała drużynę Constractu Lubawa.

W pierwszej połowie zobaczyliśmy głównie mnóstwo zablokowanych strzałów z obu stron (15-8). Optyczną przewagę mieli jednak przyjezdni i gdyby nie świetna postawa Aleksandra Waszki na bramce, worek z golami mógł rozwiązać się bardzo szybko. Gościom z kolei sprzyjało szczęście – 2 słupki uchroniły ich przed stratą gola. Na 6 sekund przed końcem pierwszej odsłony Lubawianie dopięli swego i wyszli na prowadzenie.

Druga połowa to już dominacja i pokaz skuteczności drużyny gości. Tuż po przerwie podwyższenie wyniku na 2:0 dał Piórkowski. Siadul zdobył dla Gwiazdy bramkę kontaktową, ale to wszystko na co było stać gospodarzy. Przebudzili się dotąd rozgrywający średnie spotkanie Pedro Pereira oraz Pedrinho. Ten drugi zdobył zresztą dwie bramki w tym jedną po znakomitej, indywidualnej akcji.

Goście inkasują 3 punkty głównie dzięki zdecydowanie lepszej skuteczności strzałów w drugiej połowie (ogólnie 8:15 w strzałach celnych na korzyść Lubawy) oraz indywidualnym przebłyskom graczy.

Gatta Zduńska Wola – Piast Gliwice 4-2

Mecz pomiędzy Gattą a Piastem nie wyglądał jak pojedynek niepokonanej drużyny z zespołem, który w obecnym sezonie jeszcze nie zapunktował. Wprawdzie gospodarze mieli w meczu przewagę optyczną, ale to Piast rozpoczął strzelanie i w 11 minucie wyszedł na prowadzenie. Gracze ze Zduńskiej Woli robili wszystko, by wyrównać wynik spotkania i udało im się to tuż przed przerwą. Bramka do szatni lekko podłamała gości, ponieważ już na początku drugiej części gry w ciągu zaledwie 3 minut pozwolili gospodarzom na strzelenie trzech bramek, które rozstrzygnęły losy meczu.

Po czterech meczach Piast wciąż nie dopisał do swojego konta ani jednego oczka, co może mocno niepokoić fanów drużyny z Gliwic.

GSF Gliwice – MOKS Białystok 4-5

Beniaminek z Gliwic zaczyna powoli przyzwyczajać swoich kibiców do istnych strzelanin w meczach ze swoim udziałem. Po wygranej 7-6 w ubiegłym tygodniu, tym razem gliwiczanom przyszło przełknąć gorycz porażki.

Spotkanie miało bardzo emocjonujący przebieg. Już w 7 minucie meczu zawodnik gości – Jendruczek, został ukarany czerwoną kartką. Do tego momentu drużyna z Białegostoku prowadziła różnicą dwóch bramek, a dzięki solidnej grze, jeszcze przed przerwą dołożyła dwie kolejne bramki i na przerwę zawodnicy schodzili przy wyniku 1-4 na tablicy świetlnej.

W drugiej połowie gospodarze przeważali bardzo wyraźnie i zaczęli odrabiać straty z pierwszej części gry. MOKS, który pod koniec meczu wyraźnie osłabł, grał bardzo ambitnie co pozwoliło na dowiezienie korzystnego rezultatu do ostatniego gwizdka i trzy punkty jadą do Białegostoku.

KS Orzeł Futsal – Clearex Chorzów 4-2

Drugą z niespodzianek, która wydarzyła się w 4. kolejce była porażka Clearexu Chorzów w wyjazdowym meczu z Orłem Futsal.

Goście pomimo ogromnej przewagi w grze (Ataki: 87-145), strzałach celnych (7-32) oraz strzałach na bramkę (17-74) byli w stanie strzelić zaledwie dwie bramki, co nie wystarczyło do zapunktowania na terenie brutalnie skutecznych zawodników Orła. Hattrick Mykola Morozova skompletowany w ciągu 10 minut gry okazał się rozstrzygający dla losów meczu i nawet dwa szybkie gole dla gości na początku drugiej połowy nie były w stanie odwrócić losów meczu. Sędzia meczu pokazał w tym spotkaniu aż 6 kartek, co oznacza, że pojedynek Orła z Clearexem był najbrutalniejszym meczem kolejki.

FC KJ Toruń – GI Malepszy Futsal Leszno 1-1

W meczu pomiędzy FC KJ Toruń a Futsalem Leszno zobaczyliśmy dosyć wyrównane widowisko. Żadna z drużyn nie miała wyraźnej przewagi optycznej, ale zdecydowanie lepszą obroną wykazywała się drużyna grająca tego dnia jako gospodarz. Goście z Leszna w całym meczu oddali zaledwie 18 strzałów, z czego tylko 6 było celnych. Wystarczyło to jednak do tego, by w 9 minucie objąć prowadzenie i w perspektywie całego spotkania zdobyć jeden punkt.

Gospodarze natomiast strzelali bardzo często (łącznie 53 strzały na bramkę) i raz za razem wystawiali bramkarza gości na próbę (20 strzałów celnych), na pokonanie którego nie potrafili znaleźć recepty aż do 24 minuty meczu. Bramka na 1-1 dała nadzieję na pierwsze ligowe zwycięstwo, jednak ostatecznie tego dnia nie zobaczyliśmy już bramek na hali w Toruniu i mecz zakończył się remisem.

Red Devils Chojnice – Red Dragons Pniewy 4-4

Mecz dwóch drużyn z dolnych rejonów tabeli okazał się jednym z najbardziej emocjonujących spotkań w kolejce.

Przyjezdni w całym meczu dominowali (Ataki: 98-144) i celniej strzelali na bramkę rywala (18-24), a jednak to Chojnice były bliżej zwycięstwa.

Pierwsza połowa to wymiana ciosów, lecz na początku drugiej części gry to gospodarze odskoczyli na dwubramkowe prowadzenie. W końcówce meczu dwa trafienia zanotował Kostecki (w 34 i 37 minucie meczu) i tym samym uratował jeden punkt dla „Smoków”. Dobry występ zawodnika z Pniew sprawił, że razem z Krawczykiem (Gatta Zduńska Wola) i Szczurkiem (AZS UŚ Katowice) przewodzi w klasyfikacji strzelców po 4. kolejce.

Red Devils mogli wygrać ten mecz, jednak nie wykorzystali dwóch przedłużonych rzutów karnych w końcówkach pierwszej i drugiej połowy.

Jeśli ten tekst zainspirował Cię, aby dowiedzieć się więcej o STASTCORE i o tym, jak możemy pomóc Twojej organizacji, napisz do nas na cst@statscore.com albo skontaktuj się z nami za pośrednictwem LiveChat na naszej stronie. Wykwalifikowani konsultanci z Customer Success Team czekają na Ciebie!